Temat Korei Południowej wcale mi się nie znudził. Wręcz przeciwnie!

Książkę "Dom w Ulsan, czyli nasze rozlewisko" (lubimyczytać) autorstwa Małgorzaty Kalicińskiej i Vlada Millera pożyczyłam od mamy. Okazało się bowiem, że jest ona całkiem sporą fanką tego kraju! O niczym nie wiedziałam do czasu, aż raz kiedyś wspomniałam jej, że interesuję się koreańską pielęgnacją (swoją drogą musiałam później zamówić jej masę maseczek w płachcie...).

Jeżeli nazwisko autorki coś wam mówi to tak, jest ona dość znaną polską pisarką. Nie bez powodu zresztą podtytuł książki to "nasze rozlewisko" ;3

Historia prosta i banalna. Pani Kalicińska poznała się z Panem Millerem przez Internet. Dwoje dorosłych ludzi po przejściach, z czego on na drugim krańcu świata - dosłownie, bo właśnie w Korei Południowej. Vlad jest bowiem ekspatem. Nigdy wcześniej z takim słowem się nie spotkałam, więc spieszę z wyjaśnieniami osobom, które są w podobnej sytuacji. Ekspat to "gość, który musiał wyjechać ze chlebem" ale level wyżej, niż typowy Seba jadący do Anglii na zmywak. Ekspat to bowiem ekspert w swojej dziedzinie, wysoce wykwalifikowany inżynier, który z racji, przykładowo, problemów politycznych czy ekonomicznych, nie może znaleźć pracy w kraju.

Książka jest napisana z perspektywy dwóch osób - pisarki, odwiedzającego co jakiś czas ukochanego w Ulsan, patrzącej na świat bardziej emocjonalnie, szczególnie lubiącej temat kulinariów oraz inżyniera, postrzegającego otoczenie w bardziej chłodny sposób, odpowiedzialnego za wszystkie zamieszczone w lekturze zdjęcia. A tych jest niemało!

Lektura opowiada o codziennym życiu i pracy w Ulsan, jedzeniu, codzienności i mentalności mieszkańców Ulsan, ulubionych rozrywkach i festiwalach Koreańczyków, infrastrukturze, architekturze, sporcie, stosunku do innych, problemach własnych i społecznych... Znajdzie się też opis Koreańskiego szpitala (w pewnym momencie Vlad musiał przejść operację), spa, toalet, sklepów, restauracji i miasteczek. To i wiele, wieeeele więcej, okraszone gdzieniegdzie tęsknotą za Polską i jej kuchnią (pamiętajmy, że autor znalazł się w Korei raczej z przymusu, niż własnej chęci). Raz bardziej rzetelnie, raz bardziej emocjonalnie - koniec końców dobrze wyważone. Ogrom informacji i przemyśleń znajdziemy na ponad czterystu stronach zapełnionych nie tylko tekstem, lecz również fotografiami, świetnie oddającymi klimat odwiedzanych przez autorów miejsc.

(Mi osobiście bardziej przypadł do gustu styl pisania pana Millera :3)

Bardzo miło czyta się o życiu codziennym poza Stolicą. Książek o samym Seulu trochę już jest - o mniejszych miastach (no, "mniejszych", wciąż liczniej zamieszkanych od Warszawy...) już mniej.

Wartym uwagi jest też fakt, że Vlad spędził w Korei aż jedenaście lat! Wiele przez ten czas widział, wiele przeżył. Zdążył dobrze przypatrzeć się społeczeństwu, zauważał zachodzące wokół zmiany, znalazł też wiele zachowań i rozwiązań, które z chęcią widziałby w Polsce, a których pewnie, z racji naszej mentalności, nie dałoby wprowadzić się w życie. Zawsze takie rozmyślania kończył słowami "Dlaczego to u nas nie jest możliwe?". Było tego zadziwiająco dużo...



"Na ostatniej stronie "Korean Times" w wersji angielskiej zamieszczano felietony, często pisane przez ekspatów. Zaintrygował mnie jeden z nich, zatytułowany Czy jesteś już prawdziwym Koreańczykiem? Autor sugerował, by sprawdzić:
- czy smakuje ci kimchi?
- czy polubiłeś już soju?
- czy zachowujesz się już hałaśliwie po spożyciu jego większej ilości?
- czy poklepujesz już znajomych po ramieniu?
- czy kłaniasz się innym, dziękując za coś (na przykład w sklepie)?
- czy zmieniasz na drodze pas ruchu bez włączania kierunkowskazów?
- czy włączasz się do ruchu, nie bacząc na samochody jadące ulicą?"


Jedyne do czego muszę się przyczepić to wydanie książki. Papier jest kredowy, ciężki. Choć kolory wyglądają na nim cudownie, co podkreśla fotografie, to z racji swoich właściwości zwyczajnie się błyszczy, co nie sprzyja czytaniu, szczególnie wieczorem przy lampie :c Dodatkowo okładka jest miękka (cóż za szkoda!), grzbiet szybko się odkształca i zwyczajnie nie wygląda za ładnie. Po przeczytaniu książki przez moją mamę, dziadków i mnie - jest już zwyczajnie mocno odgnieciona i nie prezentuje się dobrze.

Jedyną rzeczą, która może ewentualnie sprawiać pewne trudności w odbiorze książki jest fakt, że napisana jest przez osoby dojrzałe (nie powiem "stare", co by mama mi nie posmutniała, jak to kiedyś przeczyta), więc i styl bywa momentami dosyć... dojrzały.
Nie wiem czy wiecie o czym mówię :'3

Nie mniej jednak polecam zdecydowanie! Jeśli interesuje Was temat Korei Południowej - jak najbardziej sięgnijcie po "Dom w Ulsan"!

Założyłam tego bloga z chęci dzielenia się z innymi moimi doświadczeniami z przeczytanych książek.

Raz kiedyś trafia się jednak lektura, która jest tak dobra, że aż niemożliwa do opisania od razu. I choć chcesz, naprawdę bardzo chcesz podzielić się nowym odkryciem, to siła ciągnąca Cię do sięgnięcia po dalszy tom albo inną książkę tego samego autora jest zbyt wielka, by skrobnąć choć krótką recenzję.

Ostatnio miałam tak z serią "Czarnego Maga" na którą składa się "Uczennica Maga", "Gildia Magów", "Nowicjuszka" i "Wielki Mistrz" autorstwa Trudi Canavan. Tyle zapisałam po przeczytaniu pierwszego tomu:


Nie wiem, czy kiedykolwiek przeczytałam tak długą książkę. Przez historię zapisaną na ponad ośmiuset stronach przechodziłam przez wiele dni... czy było warto?
Nie zostawię Was z tym pytaniem do końca i odpowiem już teraz - otóż jak najbardziej, warto.
Książka jest wstępem do Trylogii Czarnego Maga autorstwa Trudi Canavan.
Tessia jest młodą dziewczyną, która większość swojego życia spędziła pomagając ojcu przy uzdrawianiu mieszkańców majątku w którym mieszka. Pomimo tego, iż jej wiedza medyczna jest niemała i z pewnością pomogłaby niejednemu człowiekowi, nie może zostać samodzielną uzdrowicielką ze względu na płeć. Są to bowiem czasy, w których kobieta nie zdobyłaby żadnego zaufania na takim stanowisku. Ojeciec Tessii już myśli o przygarnięciu kogoś do nauki, a matka od zawsze załamywała ręce na medyczne aspiracje córki.


Po czym zabrałam się za kolejne 3 tomy, czytając ciągiem przeszło tysiącstronicową trylogię. To dlatego mój ostatni wpis jest z czerwca! Trafiłam wtedy na tą serię i przepadłam na dobre.
Może właśnie powyższe zdanie powinno być wystarczającą rekomendacją? Dla mnie by było. Dla tych, co potrzebują nieco więcej informacji - proszę czytać dalej ;3