Japonia w sześciu smakach - Anna Świątek

Ostrzegano mnie przed tą lekturą. Dostałam ją od mojej nieświadomej tego faktu mamy, więc postanowiłam sama sprawdzić, czy faktycznie nie należy do najlepszych. Przecież chyba aż TAK źle być nie może?

Japonia w sześciu smakach - Anna Świątek
Nie przeczytałam chyba żadnej innej książki o Japonii, której autorką byłaby osoba tak ignorancko i infantylnie podchodząca do tematu, o którym pisze. Tym bardziej, że skończyła ona studia powiązane z tym tematem! Można by pomyśleć, że ludzie po japonistyce są pasjonatami, a już na pewno mają jakiekolwiek pojęcie o Kraju Kwitnącej Wiśni... nie mówię tu o dogłębnym wczytywaniu się w jakieś historyczne fakty czy ślęczeniu nad naukowymi esejami - w wielu momentach wystarczyło tylko zajrzeć do internetu, bądź zaznajomić się z kilkoma, nawet polskimi, trochę bardziej ambitnymi wydaniami z tej dziedziny, by uniknąć wielu pomyłek i niedomówień na liczne tematy (Japonki które rzekomo zasłaniają usta podczas śmiania się z powodu swoich krzywych zębów? Co ja czytam?). Może, ale tylko może, lepszy odbiór książki miałabym, gdybym nie wiedziała o ukończonych studiach autorki, a początek książki zaczynałby się raczej od "jestem głupim gaijinem" niż "jestem białym Japończykiem".

Większą część książki stanowiły opisy codziennych perypetii autorki, niż opis kraju i jego mieszkańców. Anna Świątek nawet nie starała się zrozumieć toku ich myślenia. Więcej rozwodziła się nad własnym wyglądem (mmm, długie, farbowane, jedwabiste blond włosy, duuuże, pomalowane, niebieskie oczy), charakterem (no wiecie, taka ze mnie humanistka!) czy rzucaniem odkrywczych hasełek w stylu, cytuję! "Najwyraźniej co kultura, to inna obyczajowość".

No dobra... jakieś plusy? Na pewno wydanie. To zabawne - często im mniej treściwa książka, tym ładniejsza i bardziej zachęcająca do kupna szata graficzna i papier (Przypadek? Nie sądzę - podobnie chyba jest też z ludźmi ;>). W książce można znaleźć również bardzo ładne fotografie.

Japonia w sześciu smakach - Anna Świątek

Nieważne ile książek i artykułów nie przeczytam na temat Kraju Wschodzącego Słońca, w każdej kolejnej zawsze znajduję coś nowego. Tutaj, rzecz jasna, sprawa nie ma się inaczej. Na pewno można znaleźć w niej ciekawe informacje (chociaż polecam je weryfikować samemu, bo choć autorka pisze je z przekonaniem - niektóre prawdziwe nie są) i ciekawostki, jednak sam sposób pisania zwyczajnie dobija.

Nie poleciłabym tej książki osobie, która zaczyna swoją przygodę z Japonią na poważnie. Tym bardziej nie polecam jej osobom, które już w temacie siedzą (no chyba, że chcą się trochę pośmiać).

Dla laika, który coś tam chce się wiedzieć, lecz zbytnio nie wgłębiać - być może. Chociaż dla takiej osoby rekomendowałabym prędzej Tatami kontra krzesła" Rafała Tomańskiego bądź chociażby już nieszczęsną, choć łatwo dostępną "Blondynkę w Japonii" Pani Beaty Pawlikowskiej, której to recenzja niedługo również ukaże się na moim blogu.

Niestety na razie "Japonia w sześciu smakach" 
jest najgorszą pozycja w mojej japońskiej biblioteczce :c

0 komentarze:

Prześlij komentarz